Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Musica Electronica Nova: Romans z teatrem

Musica Electronica Nova: Romans z teatrem

2009-05-16 Magdalena Talik

Musica Electronica Nova-Ana Martins.html
Spektakl teatru ciała w choreografii Any Martins/fot. materiały organizatorów MEN.
Jedną z większych atrakcji miała być instalacja albo rodzaj spektaklu "Iminami: from mother to smother" (Od matki do dusicielki) holenderskiej grupy Spy Collective opartego na znanej w całej Ameryce Południowej legendzie o La Lloronie (płaczącej kobiecie). By być z ukochanym mężczyzną była gotowa uśmiercić swoje dzieci, które miała z innym. Po ich utopieniu (bądź uduszeniu, są różne wersje) popełniła samobójstwo i odtąd wracała na ziemię pokutując za swoje zbrodnie i płacząc.

Szkoda, że Holendrzy nie przybliżyli w książce programowej tych legend. W Polsce znamy je słabo albo w ogóle. Spektakl Spy Collective jest trzyczęściowy i rozgrywa się w trzech różnych przestrzeniach. Najpierw wprowadza nas tekst, jaki czyta ubrana niczym lalka dziewczynka. To bajki o rybach, podwodnym życiu rodzinnym. Potem przechodzi się do następnego pomieszczenia. gdzie czeka na widza część opisowa.

Z ekranu płynie historia europejskiego odpowiednika La Llorony- Weisse Frau (według legendy księżniczki von Hohenzollern, która uśmierciła swoje dzieci) i wyświetlane są zdjęcia, na których strzałkami mierzy się w wyrodną matkę i bada znaczeniową warstwę-obok słowa "mother" są też słowa "smother", "murder", "child" itp.

W ostatniej sali Anat Spiegel, artystka Spy Collective przedstawia historię tragicznej kobiety w formie

Musica Electronica Nova-Spy Collective.html
"Iminami: from mother to smother"-instalacja Spy Collective/fot. materiały organizatorów MEN.
melodeklamacji. Są tu fragmenty mówione i śpiewane (np. kołysanka). W tle są trzy postaci-dorosłego i dwójki dzieci ubrane na czarno z zasłoniętymi całunami twarzami. Wszystkiemu towarzyszy muzyka elektroniczna.

O ile pomysł jest ciekawy, jego realizacja (zwłaszcza w ostatnim pokoju) raczej przewidywalna. Przy szalenie interesującej scenografii (Spiegel klęczy przy stoliku z filiżankami, nad którym wiszą kroplówki z krwią, polewa wodą z dzbanka dziecięce ubranko, zagląda do czarnej sadzawki, z której wyłania się zabarwiona krwią suknia) warstwa tekstowa pozostaje często niezrozumiała a warstwa multimedialna chwilami zbyt powtarzalna. Muzyka broni się stosunkowo najlepiej.

Na Elektronice znacznie oryginalniej wypadł występ dwóch tancerek w spektaklu "Subterrâneos do Corpo" do choreografii Any Martins. Kobiety jednak nie tańczą, ile poruszają się na dwóch szklanych, podświetlanych stołach. Obydwie są nagie, ale nie widzimy ich twarzy, tylko przede wszystkim plecy, ręce i nogi. Najważniejsze jest tu ciało i pokazanie, że właściwie nie znamy jego granic.

Zadziwiające, jak powolne, perfekcyjnie zsynchronizowane ruchy ciał sprawiają, że człowiek staje się podobny owadowi albo pająkom. Fascynujące, że odpowiednie ułożenie ciała, umiejętne jego podświetlenie daje złudzenie, że oglądamy istotę niemal wyzwoloną ze swojej płci. Dla Martins ciało to tworzywo, w którym rzeźbi, zwracając ogromną uwagę na estetykę, na poszukiwanie całkiem nowego obrazu.

Spektakl z muzyką Simâo Costy, choć trwa jedynie niecałe pół godziny ma intensywność estetycznego przeżycia, nie pozostawia obojętnym i doskonale łączy trwającą w czasie muzykę z powoli zmieniającymi się układami ciał.